Typy matek, którym zazdroszczę

Planując dziecko, czy będąc już w ciąży, swoje wyobrażenia o macierzyństwie opieramy głownie na wiedzy z poradników oraz doświadczeniach i sposobie bycia innych mam.

Tymczasem każda mama jest inna, a co ważniejsze, każde dziecko jest inne. I doświadczenia oraz modele macierzyństwa, którym przyklaskujemy w duchu, niekoniecznie sprawdzą się u nas w domu. Z różnych względów. Czasami po prostu okazuje się, że coś co ładnie wygląda na obrazku i w teorii, zupełnie do nas nie pasuje. I nie pasuje naszemu dziecku. Samo życie. Oczekiwania i rzeczywistość.

Matki można podzielić na wiele typów. Oto kilka typów, które podziwiam i zazdroszczę, że ja nie mam w sobie tego, co im przychodzi naturalnie.

Chustomamy

Uwielbiam samą ideę chustonoszenia. Bliskość, kontakt, miłość (poza tym hej, na pewno fajnie jest mieć wolne obie ręce). Uwielbiam widok maluszków zawiniętych w te fikuśne, różnokolorowe chusty. I na tym moje uwielbienie się kończy.

Wiązanie chusty to dla mnie jakaś czysta abstrakcja. Wygląda to tak, że piętnaście minut męczę się próbując wzorować się na filmie instruktażowym z YouTube. Z mojego czoła leje się pot, moja chusta splątana jest niczym węzeł gordyjski a ja patrzę na panią z filmu, która wszystko robi z idealną precyzją i myślę: ku@#a!!!

A kiedy już uda mi się założyć na siebie to ogromne cholerstwo, oczywiście na poziomie przedszkolaka, idę po moje dziecko. Wkładam je w tą skomplikowaną konstrukcję i staram się dociągać, wiązać i tak dalej. Myślę sobie: Ha! Udało się! Synu czujesz tą miłość, znajome bicie serca i cudowny kontakt? A syn patrzy na mnie jak na idiotkę i zaczyna drzeć się wniebogłosy.

I okazuje się, że moje dziecko totalnie nie łapie idei rodzicielstwa bliskości. Nie toleruje ani chust ani nosideł ergonomicznych. Generalnie nie lubi być tak mocno ograniczony ruchowo i przywiązany do matki. Więc nie zostanę chustomamą bo po pierwsze strasznie mi to wychodzi, a po drugie moje dziecko gardzi tym trendem. A szkoda bo naprawdę podziwiam mamy, które każdego dnia sprawnie motają dziecko w chustę. I zazdroszczę bo sama tak nie mogę ani nie potrafię.

Fit mamy

Nie jest żadną tajemnicą, że bardziej zaliczam się do kobiet plus size niż fit size. Kiedyś strasznie mnie to blokowało i powodowało całą masę kompleksów, ale powoli zaczynam godzić się z tym smutnym faktem. Po prostu za bardzo kocham jeść. I każda moja próba wytrzymania na diecie trwa zwykle z miesiąc. Cóż, z niektórymi rzeczami trzeba się zwyczajnie pogodzić. Tak, jestem gruba, ale za to jaka szczęśliwa, kiedy bez wyrzutów sumienia wsuwam pączka. Priorytety kochane, priorytety!

Nie zmienia to faktu, że chciałabym być jak te wszystkie fit mamy. Gotować zdrowe, pięknie wyglądające posiłki. Znajdować czas na ćwiczenia. Ale nie to najbardziej podziwiam w fit mamach. Najbardziej imponuje mi fakt, że macierzyństwo nie odwodzi ich od własnych pasji i sposobu bycia. Kiedy kobieta zostaje matką często wręcz usuwa siebie ze swojej listy priorytetów. Wszystko kręci się jedynie wokół dziecka. Sama miałam taki okres, że czułam się jakbym zwyczajnie zniknęła w tej nowej codzienności. Przestałam robić rzeczy, które mnie cieszą i nie dbałam o siebie tak jak wcześniej.

Dlatego chylę czoła fit mamom, które nie zapominają o sobie. To naprawdę ważne. Mówi się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ja powiedziałabym raczej, że spełniona mama to szczęśliwe dziecko.

Wielomamy

Kocham być mamą. Uwielbiam zajmować się swoimi dziećmi, czytać im bajki na dobranoc czy zwyczajnie z nimi rozmawiać. Nie chciałabym być nigdzie indziej niż z nimi. Ale nie mydlmy sobie oczu. Macierzyństwo potrafi rozjechać człowieka z siłą buldożera. Są chwile śmiechu i czystej miłości, ale są też chwilę, kiedy zamykasz się w łazience i ryczysz.

Już jedno dziecko to wyzwanie. Przy dwójce wskakujemy na nowy poziom trudności. A przy większej liczbie dzieci? Mam wrażenie, że to już jazda bez trzymanki. Kompletny chaos, który wymaga od matki dobrej logistyki, organizacji, a przede wszystkim cierpliwości. I ogromnych pokładów miłości. Słaba pamięć też się przyda.

Obserwuję kilka takich wielodzietnych rodzin na Instagramie. Zawsze patrzę na nie z podziwem i buzia mi się cieszy. Ale najbardziej moje serce podbiła jedna rodzina z Ameryki, która składa się dziewięciu osób! Uwielbiam oglądać ich kanał na YouTube – This Gathered Nest. Życie z siódemką dzieci wydaje się jakąś abstrakcją, ale im się udaje. Podziwiam ich dwukrotnie bo trójka ich dzieci jest adoptowana, w tym dziewczynka z Chin z zespołem Downa. Ale to kompletnie nie ma znaczenia bo choć członkowie rodziny pozornie się od siebie różnią, to idealnie do siebie pasują. I pokazują, że miłość się mnoży, a nie dzieli.

To trzy typy mam, którym zazdroszczę. Chociaż im dłużej o tym myślę tym więcej takich typów znajduję. Mogłabym chyba pisać w nieskończoność. Może dlatego, że podziwiam mamy w ogóle. 🙂

Oglądam te typy mam z przyjemnością i oczarowaniem. Jednak pamiętam, i myślę, że każda z Nas powinna pamiętać, że jesteśmy różne. I nie warto dążyć do czegoś co podoba Nam się u innych. Zawsze najlepiej po prostu być sobą. Również w macierzyństwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s